Burton Blunt: Obserwując ceny benzyny, żarcia i przede wszystkim ceny alkoholu, czasem aż trudno sobie wyobrazić, że faktycznie stać nas na deskę snowboardową inną, niż ta z przed 456-sezonowów z wypożyczalni. Jak się okazuję, naprawdę konkretne deski nie muszą kosztować krocia...
Blunt to typowy ogarniacz snowparków, sporo skacze, jeszcze więcej jibbuje, za kołnierz nie wylewa. Słowem-ziom.
Z racji tego, że jest kompanem wielce popularnym i często spotykanym w snowboardowym/imprezowym świecie, często jest królikiem doświadczalnym w temacie przenoszenia technologii z wyższych modeli, do tych troszeczkę tańszych.
W tym roku pro-elo-ziomalska natura blanta-przepraszam,oczywiście Blunt'a-została spotęgowana przez dodanie kolejnych jibberskich patentów- do rdzenia Fly Core w standardzie V-Rocker, czyli bananowego profilu od nosa do ogona, doszły specjalne Jumper Cables poprawiające i tak już oporowego pop'a , plus specjalnie przygotowane krawędzie pod raile i boxy, tak byś pocisnął taki progress, o jakim jeszcze na trzeźwo nie myślałeś...
Z racji tego, że każdy prawdziwy ziomal jest z natury bezkonfliktowy,Blunt jest typowym Twin'em przygotowanym do ostrej jazdy zarówno na switch, jak i regular...
Wyznając zasadę „spiesz się powoli”,Matka Fabryka wyposażyła go w tłoczony ślizg niemożliwy do zdarcia,tak byś mógł z nim spędzić nie jeden dzień w snowparku i nie jedną noc na melanżu bez zbytniego wazeliniarstwa, zwanego potocznie smarowaniem.
Feel: 3 /10